Peru, Arequipa

Aby odnaleźć się w komunikacji autobusowej w Peru, potrzeba naprawdę niezłej uwagi i sprytu. W pawie każdym mieście znajdują się dwa dworce; północny i południowy. Dlatego zawsze należy dokładnie wiedzieć, w jakim kierunku zamierzamy kontynuować podroż. Dodatkowo na każdym dworcu jest się co najmniej kilkanaście stanowisk firm autobusowych – nie ma czegoś takiego jak państwowy przewoźnik.  Na poszczególnych stoiskach można obejrzeć zdjęcia autobusów (oczywiście ma to się nijak do prawdy), i dowiedzieć się o koszt podroży. Ceny się różnią, dlatego warto przyjść wcześniej i rozglądnąć się za najlepszą ofertą, można też próbować negocjacji. Jak już kupi się bilet, trzeba czekać. Bardzo często zdarza się, że przewoźnik po prostu musi uzbierać komplet pasażerów, dlatego punktualne odjazdy nie zdarzają się nigdy. Gdy wreszcie dostajemy znak, że autobus podjechał na podjazd, okazuje się że zamiast firmy, której zapłaciliśmy za bilet jest inna, dwie klasy niższa. Czyli historia kończy się jak zwykle: oszustwem. Przewoźnik u którego wykupiliśmy bilet za 20 soli, sprzedał nas do innej, tańszej firmy, gdzie bilet kosztuje 6 soli. Reklamacja też nie istnieje, bo nagle okazuje się na stoisku jest przerwa i wszyscy poszli na śniadanie/obiad/kolacje.

Taka sytuacja zdarzyła mi się podczas mojego pierwszego dnia w Peru. W miasteczku Puno, wraz z Jarem, polskim fotografem, daliśmy się podejść jak dzieci. Nasz autobus do miasta Arequipa to ruina. Na każdym wyboju moje siedzenie się zamyka, więc muszę pchać je z całej siły, żeby przypadkiem nie zamknęło się całkowicie… ze mną w środku.  Dodatkowo zatrzymujemy się na każdej stacji, zabierając po drodze ludzi, przeważnie jadących na targ wraz z całym towarem. Na każdym postoju jedno z nas musi też wysiadać, aby dopilnować czy przy okazji nikt nie przywłaszczył sobie naszych plecaków. W takich warunkach podroż, zamiast planowanych czterech, trwa osiem godzin, i do Arequipa dojeżdżamy późnym wieczorem.

Wybierając taksówkę trzeba być równie uważnym i sprytnym co przy autobusie. Sprawdzamy dokładnie licencje i zdjęcie kierowcy. Zwłaszcza teraz, gdy parę dni temu doszło do serii porwań turystów przez taksówkarzy, trzeba zachować szczególną ostrożność. Zatrzymujemy się niedaleko starego miasta. Hotel jest równie obskurny co autobus. Łóżka stoją w olbrzymich pokojach z sufitami na kilka metrów, od ścian odpada tynk a w oknach są kraty. Wygląda to trochę jak opuszczony szpital psychiatryczny ;).  Ale przynajmniej cena jest wprost proporcjonalna do jakości, pokój kosztuje 6 soli (około 7-8 złotych) i ma własną łazienkę, standardowo już, bez cieplej wody.

Arequipa to drugie co do wielkości miasto Peru i jedno z najpiękniejszych miejsc w kraju. Położone jest na wysokości 2325 m n. p. m, wkomponowane w przepiękny górzysto-wulkaniczny krajobraz. To właśnie dzięki pobliskiemu wulkanowi El Misti, Arequipa nazywana jest „białym miastem”. Wulkaniczne, białe skały posłużyły do wybudowania większości tutejszych budynków nadając temu miejscu niezwykły charakter. Niestety bliskie sąsiedztwo wulkanu przysporzyło Arequipie też wielu problemów. Ze względu na dużą aktywność sejsmiczną, miasto było kilkakrotnie niszczone przez kolejne trzęsienia ziemi. Centrum Arequipy to przepiękna Plaza de Armas, z fontanną i drzewami palmowymi przypomina trochę oazę w samym środku wielkiego miasta. Wokół placu znajdują się doskonale zachowane kolonialne budynki z piękną katedrą i potężnym kościołem Jezuitów Santa Catalina na czele. Od Plaza de Armes rozchodzi się siec równoległych uliczek, tworząc szachownice, w której niezwykle łatwo stracić orientacje. Arequipa to idealne miejsce na spacery, rewelacyjny klimat (nie jest tutaj ani za zimno ani za gorąco) zachęcają do pieszego zwiedzania miasta. Niestety podobnie jak w reszcie kraju, należy tu zachować szczególną uwagę, miasto bowiem słynie z kieszonkowców i drobnych złodziei.

Jedną z największych atrakcji miasta, jest oddalony o 100 kilometrów Kanion Colca (CZYTAJ:TUTAJ).

Hostel w Arequipa 🙂

W Arequipa rozstaje się z Jarkiem. On zmierza w głąb kraju a ja kolejnym nocnym autobusem do Cuzco. Tym razem, zaprawiona w boju, postanawiam nie dać się autobusowym naciągaczom i wybieram polecaną przez wszystkich firmę, Cruz del Sur. Wprawdzie bilet jest droższy, ale przynajmniej pasażerowie są monitorowani i legitymowani przy wsiadaniu do środka, jest czysto, jest toaleta a bagaże są oznaczane. Prawdę mówią, jest tak wygodnie i komfortowo, że aż nie ma za bardzo o czym pisać…;)

Reklamy