Chiny, Chiny kulinarnie

Powoli podnoszę pałeczkami kawałek kurczaka i kieruję go w stronę ust. W ostatnim momencie mięso wyślizguje się i spada na stół. Automatycznie go podnoszę i kładę na rogu talerza.
– Bleeee, wy Europejczycy jesteście obrzydliwi – krzywi się mój Chiński towarzysz.
Całkowicie zaskoczona rozglądam się po sąsiednich stolikach. Jestem jedynym obcokrajowcem, dookoła sami tubylcy mlaskający i plujący wniebogłosy. Dodatkowo każdy rzuca oblizane kości kurczaka prosto na stół albo pod nogi. Nie wspominając już nawet, że nasz posiłek jemy na talerzu owiniętym plastikową reklamówką. Po skończeniu jedzenia siatka trafi do kosza a talerz do kolejnego klienta.
I to my jesteśmy obrzydliwi???…otwieram szeroko oczy i wpatruje się w mojego towarzysza.
– Przecież położyłaś brudny kawałek jedzenia obok tego dobrego, teraz Ci się pomyli i jeszcze przez przypadek go zjesz…

Próbowanie lokalnego jedzenia to chyba jedna z największych przygód w Chinach. Wśród tysiąca identycznie wyglądających znaczków, nigdy do końca nie wiadomo co się zamawia. Na szczęście wiele dań ma załączone w karcie zdjęcie, dzięki czemu mamy  jaką taką podstawową wizję tego, jak jedzenie będzie wyglądać. Wiele restauracji aby przyciągnąć zagranicznych gości tłumaczy dodatkowo menu na angielski. Robi to jednak na tyle nieudolnie, często używając podstawowego internetowego tłumacza, że często przy zagranicznym opisie potraw, można zobaczyć składniki takie jak: „opona” czy „okno” (??).
Z sokami nie ma takiego problemu, uliczni sprzedawcy przyrządzają je na naszych oczach z najbardziej kolorowych i soczystych owoców jakie można sobie wyobrazić. Ale żeby nie było zbyt normalnie, gotowy napój wlewają do  …plastikowej reklamówki. Idziemy więc sobie, trzymając siatkę za uszy i sącząc przez rurkę słodki nektar.

Skoro już jesteśmy na ulicy to warto rozejrzeć się dookoła, bo można tutaj znaleźć o wiele więcej skarbów niż tylko świeżo wyciśnięte soki. Stołowanie się na małych bazarach, tuż przy przejeżdżających obok samochodach, to unikalne i niezapomniane doświadczenie. Czego tam nie ma, najróżniejsze zupy, pikantne noodle, ryż przyrządzany na sto sposobów. No i oczywiście jedzenie „na kijku” czyli wszelkiego rodzaju szaszłyki z mięsa, z owoców, warzyw czy czego tam jeszcze dusza zapragnie.

Nie można też zapominać o jogurcie. W Pekinie to świętość. Płynny, mocno schłodzony napój pije się przez słomkę wprost z glinianego kubeczka, które potem trzeba zwrócić sprzedawcy. Codziennie rano setki Chińczyków (dorośli i dzieci) stoją pod sklepami racząc się jogurtem, a wieczorem wszędzie można usłyszeć charakterystyczny dźwięk uderzających o siebie naczyń, zbieranych przez sklepikarzy.

Pierogi! W smaku podobne do tych naszych, delikatne z soczystym nadzieniem. Kształtem odrobinę inne, bardziej okrągłe, przypominają małe saszetki. Gotowane są na parze w specjalnych drewnianych naczyniach. Można je kupić dosłownie wszędzie, nawet w Chińskich fast foodach, choć mi najlepiej smakują…oczywiście na ulicy.

Gdy już znudzi nam się jedzenie na bazarkach, trzeba rozejrzeć się za restauracją. Jest ich miliony. Od super ekskluzywnych i eleganckich po te wzorowane na Europejskie aż po tanie rodzinne przybytki. Chiny są olbrzymie a każdy zakątek specjalizuje się w innym jedzeniu. Warto odwiedzić restauracje z daniami regionalnymi, gdzie można spróbować pyszności z innych zakątków kraju (w Pekinie obowiązkowo słynna kaczka po pekińsku).

Jedzenie przeważnie serwowane jest w małych miseczkach. Każdy ma swoją porcję ryżu, pozostałe składniki rozłożone są po całym stole w osobnych naczyniach. Posiłki spożywa się przy pomocy pałeczek i podłużnych porcelanowych łyżek (do „siorbania” zup) chociaż sztućce są ostatnio coraz bardziej popularne.

Czy czegoś może brakować do szczęścia w tym kulinarnym raju? Na pewno produktów które w Polsce są popularne i łatwo dostępne (np. czekolada, żółty ser czy chleb. Chociaż pieczywo łatwo zastąpić bułkami pieczonymi na parze).

Warto się również przygotować na specyficzne maniery jakie panują przy stole. Siorbanie, mlaskanie, bekanie i inne podobne odgłosy, są w Chinach na porządku dziennym, a zwracanie na nie uwagi jest niepowszechne i niegrzeczne. Stół po skończonym posiłku wygląda czasem jak pobojowisko, wszędzie walają się kawałki jedzenia, kości z kurczaka, kawałki warzyw. W tańszych restauracjach często brakuje talerzy dlatego powszechną patyką jest jedzenie na reklamówkach.

Patrzę zdumiona na mojego Chińskiego towarzysza i zastanawiam się nad tym co właśnie powiedział. Spoglądam na swój talerz przykryty jednorazową siatką i nie mogę powstrzymać śmiechu. Siorbiący i plujący mężczyzna, właśnie zwrócił mi uwagę, że zachowałam się nieodpowiednio przy jedzeniu. Ale jestem w Chinach, kraju którego kompletnie nie rozumie, biorę  więc „brudny” kawałek mięsa i wyrzucam z powrotem na środek stołu, i muszę przyznać, że w tym momencie, ma to jakiś swój sens.

Reklamy

2 thoughts on “Chiny, Chiny kulinarnie

  1. hehe, niesamowite, że tak różne mamy opinie nt obrzydliwych rzeczy. Pojechaną czytam regularnie, ona najlepiej opisywała te różnice Europejczyków i Chińczyków.
    Na długo się tam wybrałaś? Azja wciąż chodzi mi po głowie…

    • W Chinach byłam około miesiąca. Cała wyprawa po Azji Środkowowschodniej trwała w sumie 2,5 miesiąca, byłam też 3 miesiące w Azji Południowo-wschodniej i muszę przyznać, że Chiny były najbardziej ekstremalne pod względem różnic kulturowych i obyczajowych 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s