Brazylia, Chile, Chiny, Jamajka, w podróży

Przed zachodem słońca cz. III

Trochę sentymentalnie, trochę kiczowato i ckliwie…ale takie są też przecież zachody słońca. Najbardziej banalna historia to ta, która kończy się wraz z malowniczym zachodem słońca, najmniej oryginalne zdjęcie jest wykonane na tle złotej kuli wpadającej do oceanu… A pomimo to wciąż oglądamy i fotografujemy. Moje zachody słońca zawsze poprzedza jakaś przygoda, jakieś mijesce lub jakaś osoba i to czyni je wyjątkowymi. Oto trzecia i ostatnia odsłona cyklu „Przed zachodem słońca” 🙂

Pekin (Chiny)

Po przyjeździe do Pekinu pociągiem (czytaj TUTAJ)  szybko wskoczyłam w drugi pociąg (tym razem metro), żeby odnaleźć mój hostel. Na początku zadanie wydawało się banalnie proste ale po dotarciu na miejsce, błądziłam kilka godzin po malutkich, identycznych uliczkach wokół Zakazanego Miasta i wciąż nie mogłam znaleźć noclegu. W końcu zrezygnowana zdjęłam ciężki plecak, rozmasowałam bolące ramiona i siadłam na krawężniku. Duszne, pekińskie powietrze kleiło się do mojej skóry a po czole spływał pot.  Musiałam wyglądać bardzo biednie bo nagle zatrzymał się koło mnie pewien starszy Chińczyk na rowerze i doskonałą angielszczyzną zapytał, co mi się stało. Nie wiem co uszczęśliwiło mnie bardziej, to że oto spotkałam kogoś kto mówi po angielsku, czy że nareszcie ktoś mi pomorze.  Po krótkiej wymianie zdań, okazało się, że hostel którego szukam jest już zamknięty ale Chińczyk od razu polecił mi inny, zaledwie kilka ulic dalej, a na koniec zamówił mi taksówkę i poinstruował kierowcę gdzie ma mnie zabrać.

Po zameldowaniu, rozpakowaniu plecaka i dwóch prysznicach, wybrałam się w okolice Zakazanego Miasta. Nim jednak tam dostałam, na ulicy zaczepiło mnie dwóch młodych Chińczyków. „Skąd jesteś?, co tutaj robisz?, jesteśmy studentami angielskiego z Szanghaju, może pójdziemy na herbatę, porozmawiamy po angielsku, damy Ci jakieś rady.”- zagadywali a ja nie mogłam uwierzyć w swoje szczęście, drugi raz w ciągu jednego dnia poznaje mówiących po angielsku Chińczyków. Musiałam jednak odmówić bo nad Zakazanym Miastem zachodziło już słońce a ja bardzo chciałam to zobaczyć. Rozczarowani studenci odeszli więc usiadłam na ławce i w spokoju przyglądałam się  przepięknemu końcowi dnia.

Po powrocie do hostelu dowiedziałam się, że najczęstszym oszustwem w Pekinie, jest ten „na studenta”. Młodzi Chińczycy zagadują obcokrajowców pod pretekstem praktyki języka, zapraszają ich na herbatę do zaprzyjaźnionego lokalu. Zamawiają napoje i jedzenie a potem tylnym wyjściem wymykają się z lokalu zostawiając swoje ofiary z gigantycznym rachunkiem… Dzięki Bogu za zachód słońca, bo ten dzień mógł skończyć się dla mnie całkiem inaczej.

 Dolina księżycowa, San Pedro de Atacama (Chile)

Czy na księżycu można podziwiać zachody słońca? W Dolinie Księżycowej w północnym Chile można. Razem z grupą innych turystów wybrałam się na wycieczkę do Doliny Księżycowej, jednego z najsuchszych miejsc na świecie. Cały dzień spędziłam w towarzystwie Ralfa, młodego Niemca który akurat odbywał praktyki lekarskie w jednym ze szpitali w Santiago. Gdy dzień zbliżał się ku końcowi, wyskrobaliśmy się na szczyt wydmy i w skupieniu czekaliśmy na wielkie widowisko. Tym razem słońce nie zachodziło nad morzem i nie gasło w wodzie, a chowało się za górami. Krajobraz dookoła nas był dość monotonny; bezchmurne, niebieskie niebo, szare skały i żółty piasek. Jasna kula niczym diament rozświetlała tą surową okolicę i na ten jeden krótki moment, Dolina Księżycowa stała się złotą doliną.

Treasure Beach (Jamajka) 

Ktoś może powiedzieć: „Ileż można oglądać zachód słońca?”. Na Jamajce można to robić nieskończoną ilość razy.  Na czas pobytu na wyspie zaszyłam się w malutkiej wiosce rybackiej Treasure Beach (czytaj TUTAJ)która okazała się najlepszą miejscówką do podglądania zachodów słońca w całym kraju. Mieszkałam w lokalnym guesthousie a oprócz mnie nie było prawie w ogóle innych turystów.  Pod koniec każdego dnia siadałam razem z młodym Niemcem Julianem, na drewnianych ławach w Eggy’s Bar. Wprawdzie ta mała szopa ustawiona na plaży, wygląda jakby zaraz miała przewrócić się do morza, ale to tutaj koncentrowało się całe (bardzo ubogie) życie towarzyskie miasteczka. Woda podmywała siedzących gości, a nogi zapadały się w mokrym piasku. W Eggy’s Bar serwowane jest tylko piwo i rum, nie ma toalety ani eleganckich stołów, ale zawsze można spotkać tutaj miłych i wesołych ludzi. O zachodzie słońca wszystkie rozmowy nagle cichły, a z głośników rozbrzmiewał tylko melodyjny głos Marleya. Na chwilę niebo stawało się różowo-pomarańczowe, a na wodzie pojawiała się złota droga. Wydawało mi się wtedy, że jestem w kinie. Na niezwykle pięknym filmie z cudowną ścieżką dźwiękową.

Jericoacoara (Brazylia)

Każdego dnia, dokładnie o siedemnastej, w malutkim miasteczku Jericoracoara, setki ludzi udaje się na wielką wydmę piaszczystą by podziwiać najpiękniejszy spektakl dnia. Nigdzie indziej w Brazylii słońce nie tonie tak widowiskowo w wodzie. Na szczycie wydmy stoją małe wózki na których barmani przyrządzają orzeźwiającą Caipirinhe, brazylijski koktajl na bazie cachaca. Z plastikowym kubeczkami w dłoni siadamy na piasku i w skupieniu czekamy na godzinę zero. A gdy słońce już zniknie za linią horyzontu wokoło rozchodzą się oklaski. Wtedy trzeba pomyśleć  życzenie, podobno wszystkie się spełniają. Rosjanka Olga, którą tutaj poznałam, przyjechała w te okolice kilka lat temu w tzw. kryzysowym momencie życia. Zakończyła długi związek i wybrała się w podróż po Brazylii. Jericoracoara tak ją zauroczyło, że podczas pierwszego zachodu słońca pomyślała marzenie, żeby zostać tutaj na zawsze. Następnego dnia gdy spacerowała po okolicy, zobaczyła malutki hotel wystawiony na sprzedaż. Kupiła go i od tego czasu mieszka i pracuje w Brazylii. Zachody słońca w Jericoracoara są więc nie tylko piękne ale też magiczne.

Mój faworyt!  Wyspa Wielkanocna

Absolutny numer jeden wśród wszystkich zachodów słońca jakie widziałam. Coś tak pięknego, że aż przeszywają mnie dreszcze na samo wspomnienie. A pomyśleć, że tak mało brakowało, a bym go przeoczyła. Tego dnia nic nie zapowiadało spektakularnego końca dnia. Parę godzin wcześniej wylądowaliśmy na Wyspie Wielkanocnej. Niebo było mocno zachmurzone, dlatego podjęliśmy decyzję, że idziemy do miasta na kolacje. Gdy odchodziliśmy od platformy z kamiennymi Moai, poczułam na plecach gorące promienie. Odwróciłam się i zobaczyłam przebijające się przez szare chmury, słońce. Na początku spokojnie by po chwili rozpalić  niebo.

Podobno przed śmiercią przed oczami przemyka nam całe nasze życie. Momenty które mocno nas poruszyły, twarze które utkwiły nam w pamięci….Gdy siedziałam na trawie na  przeciwko potężnych Moai na Wyspie Wielkanocnej, a moją twarz rozświetlały czerwone promienie słońca, nagle zobaczyłam swoje życie. Kraje które udało mi się zobaczyć, ludzi którzy stanęli na mojej drodze, przygody które mnie zmieniły i ukształtowały. Te wszystkie momenty które zaprowadziły mnie do miejsca w którym jestem teraz, dzięki którym znalazłam się tutaj i mogę to wszystko zobaczyć na własne oczy a potem zapisać w swoich wspomnieniach.

Reklamy

5 myśli w temacie “Przed zachodem słońca cz. III”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s